Nie życzę nikomu takich "przyjaciółek" jak mam ja....
Krótko opiszę sytuacje:
Jest mężczyzna, w którym się zakochałam. Dla niego ja również jestem ważna. Problem w tym, że jego sytuacja osobista nie jest uporządkowana i on sam nie wie czego chce. Ja po spotkaniach z nim czułam się odprężona. Byłam wesoła-zwłaszcza, że on troszczył się o wszystko, co działo się u mnie.
Oczywiście moimi emocjami, wątpliwościami i myślami dzieliłam się z moimi "przyjaciółkami"... I w tym problem... Czasami nie potrafiłam poukładać sobie swoich uczuć i płakałam...ale nie zawalałam innych aspektów z mojego życia.
Pod moją nieobecność owe "przyjaciółki" poszły do Niego i powiedziały, że przez Niego zawalam szkołę, że ma on na mnie destrukcyjny wpływ, i że powinien zachować się jak facet i nie niszczyć mnie już więcej.
Przyjaciółki (M.S oraz moje współlokatorki: S.K. i K.B) wiedziały, że nie wyobrażam sobie życie bez niego - wolałabym już tylko się z nim przyjaźnić, ale nie urywać kontaktu, bo jest dla mnie ważny...
Mam z Nim teraz przyjacielskie stosunki - na szczęście...
A na owe "przyjaciółki" nie chce nawet patrzeć... Niby chciały dla mnie dobrze-ale gdyby na prawdę tak było, to zajęły by się mną, a nie Nim...
Najgorsze jest to, że w mieszkaniu nie mogę czuć się swobodnie i nie mogę ufać nawet osobą, które miałam za przyjaciółki...
Nikomu nie życzę takich przyjaciół...
Cieszę się, że jest jeszcze N.L.... Przynajmniej na nią mogę liczyć.
P.S. Dawno mnie tu nie było... Nawet bardzo dawno... No cóż - jak trwoga to... prawda?
Oczywiście moimi emocjami, wątpliwościami i myślami dzieliłam się z moimi "przyjaciółkami"... I w tym problem... Czasami nie potrafiłam poukładać sobie swoich uczuć i płakałam...ale nie zawalałam innych aspektów z mojego życia.
Pod moją nieobecność owe "przyjaciółki" poszły do Niego i powiedziały, że przez Niego zawalam szkołę, że ma on na mnie destrukcyjny wpływ, i że powinien zachować się jak facet i nie niszczyć mnie już więcej.
Przyjaciółki (M.S oraz moje współlokatorki: S.K. i K.B) wiedziały, że nie wyobrażam sobie życie bez niego - wolałabym już tylko się z nim przyjaźnić, ale nie urywać kontaktu, bo jest dla mnie ważny...
Mam z Nim teraz przyjacielskie stosunki - na szczęście...
A na owe "przyjaciółki" nie chce nawet patrzeć... Niby chciały dla mnie dobrze-ale gdyby na prawdę tak było, to zajęły by się mną, a nie Nim...
Najgorsze jest to, że w mieszkaniu nie mogę czuć się swobodnie i nie mogę ufać nawet osobą, które miałam za przyjaciółki...
Nikomu nie życzę takich przyjaciół...
Cieszę się, że jest jeszcze N.L.... Przynajmniej na nią mogę liczyć.
P.S. Dawno mnie tu nie było... Nawet bardzo dawno... No cóż - jak trwoga to... prawda?


