iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Czy nie można już nikomu zaufać?

Nie życzę nikomu takich "przyjaciółek" jak mam ja....

Krótko opiszę sytuacje:

Jest mężczyzna, w którym się zakochałam. Dla niego ja również jestem ważna. Problem w tym, że jego sytuacja osobista nie jest uporządkowana i on sam nie wie czego chce. Ja po spotkaniach z nim czułam się odprężona. Byłam wesoła-zwłaszcza, że on troszczył się o wszystko, co działo się u mnie.
Oczywiście moimi emocjami, wątpliwościami i myślami dzieliłam się z moimi "przyjaciółkami"... I w tym problem... Czasami nie potrafiłam poukładać sobie swoich uczuć i płakałam...ale nie zawalałam innych aspektów z mojego życia.
Pod moją nieobecność owe "przyjaciółki" poszły do Niego i powiedziały, że przez Niego zawalam szkołę, że ma on na mnie destrukcyjny wpływ, i że powinien zachować się jak facet i nie niszczyć mnie już więcej.

Przyjaciółki (M.S oraz moje współlokatorki: S.K. i K.B) wiedziały, że nie wyobrażam sobie życie bez niego - wolałabym już tylko się z nim przyjaźnić, ale nie urywać kontaktu, bo jest dla mnie ważny...
Mam z Nim teraz przyjacielskie stosunki - na szczęście...
A na owe "przyjaciółki" nie chce nawet patrzeć... Niby chciały dla mnie dobrze-ale gdyby na prawdę tak było, to zajęły by się mną, a nie Nim...
Najgorsze jest to, że w mieszkaniu nie mogę czuć się swobodnie i nie mogę ufać nawet osobą, które miałam za przyjaciółki...

Nikomu nie życzę takich przyjaciół...

Cieszę się, że jest jeszcze N.L.... Przynajmniej na nią mogę liczyć. 

 

P.S. Dawno mnie tu nie było... Nawet bardzo dawno... No cóż - jak trwoga to... prawda? 

 

Komentarze (1)
Po prostu żyć - tak niewiele, a jednak...

Tak niewiele przecież nam potrzeba. Przecież potrafimy cieszyć się chwilą. Przecież doceniamy uśmiech ukochanej osoby. Przecież wiemy, że często drobny gest jest o wiele więcej wart niż wielkie plany. Przecież czasami jesteśmy szczęśliwi...

...ale...

Częściej przeklinamy swój los. Częściej gonimy za wyimaginowanym celem. Częściej użalamy się nad sobą. Częściej nie doceniamy, tego co mamy. Częściej czujemy się oszukani, upokorzeni, nieszczęśliwi...

...może powinniśmy zmienić perspektywę...?

...może powinniśmy na świeżo spojrzeć na nasze życie...?
...może powinniśmy dostrzec drobne sprawy... ?

... może powinniśmy nie przejmować się ogromem życia, tylko rozebrać je na części pierwsze - kosztując kawałek po kawałku - a nie całe na raz...?
...może.

 

Po prostu żyjmy - dzień po dniu :)

Żyjmy teraźniejszością, póki nie jest przeszłością - a na przyszłość przyjdzie jeszcze czas.

Komentarze (0)
Wpadłam w oczko!

Tak po prostu :)

Oczko.

Pierwsze skojarzenie... gra karciana! ;P <uwielbiam karty! ;)>

Grać w oczko ...ale hazard, to nie to...

Drugie skojarzenie... puszczać oczko! ;) <jestem kobietą i lubię czasami poflirtować ;p>

Hipnotyzujące, intrygujące spojrzenie i zalotne mrugnięcie oczkiem ... hmmm, to też nie to...

Trzecie skojarzenie... oczko w ogródku! ;] <przyroda uspokaja mnie ;)>

Sadzawka - piękna, ozdobna i z rybkami - ale nie o to chodzi ;p

Czwarte skojarzenie - liczba! <jest w nich coś tajemniczego i niezwykłego! tak w zwykłych cyfrach ;)>

21

...no właśnie ;)

...dzisiaj mam urodziny :)

21 lat

To już coś :)


Świętować będę pewnie dopiero w weekend, ale nic nie szkodzi - cały rok przede mną ;)

 

Komentarze (5)
moja Wolność i moja Klatka

Żyć jak niebieski ptak. Wznosić się wysoko. Budzić sympatię. W spokoju odkrywać piękno codzienności. Być po prostu wolnym..


Po prostu.

Jak to się dzieje, że sami sobie utrudniamy życie? Przynajmniej ja swoje ciągle komplikuje.Nie wiem czy to kwestia mojego podejścia do życia czy co...

Obecnie jestem na drugim roku (4semestr) Zarządzania i Inżynierii Produkcji na Uniwersytecie Ekonomicznym - wybrałam specjalizację: Inżynieria Procesów Żywnościowych.

Pięknie i dumnie brzmi, prawda?

Zawsze wiedziałam, że chce studiować, nie wiedziałam tylko co. Teraz nie wyobrażam sobie, żebym studiowała coś innego...a jednocześnie jest mi tak cholernie ciężko, że codziennie mam ochotę rzucić to wszystko. Dzień w dzień mam jakieś wejsciówki (mini-kolokwia). Materiału na jeden przedmiot jest zawsze około kilkadziesiąt stron. Codziennie zajęcia mam od 8 do 17-bez okienek. Irytuje mnie, że nie potrafię wszystkiego ogarnąć tak, jak bym chciała. Jak z czegoś pójdzie mi świetnie, to następną rzecz zawalam...

A żeby było ciekawiej, nie potrafię sobie odmówić kina, koncertów, teatru, spotkania ze znajomymi...

Przecież podobno teraz jest czas na to wszystko... Jeden z piękniejszych okresów w życiu...

Ciągle jestem niewyspana i zmęczona. Niekiedy zapominam coś zjeść, co lekko odbiło mi się na zdrowiu... Zresztą ostatnio marudzę i zaczęłam się nadmiernie wszystkim stresować... Boje się, że nie podołam. Lubię to, co robię, ale już nie mam siły na cieszenie się z tego. Czas tak szybko leci, że nie zdążam doceniać wszystkiego dookoła. Czasami zastanawiam się, po co to wszystko. Dla kogo?

Kiedyś myślałam, że dla mnie... ale teraz mam wątpliwości...

Kiedyś chciałam żyć jak niebieski ptak... Czuć życie i wolność. I tak było.

A teraz stworzyłam sobie ciasną klatkę bez drzwi z ograniczonym dostępem do tlenu.


 

 

 


Moja mama zawsze powtarza mi, że problemy są po to, żeby stawiać im czoło. Nie wolno przed nimi uciekać, bo jak raz się ucieknie, to już zawsze będzie się uciekać... 

I ja tak robię. Nie uciekam-tylko stawiam czoło.

Marudzę i czasem narzekam, ale nie ucieknę. Chociaż często mam ochotę. Wtedy pomaga mi muzyka:

www.youtube.com/watch
(w styczniu byłam na ich koncercie w Warszawie ;p)


Niekiedy, śmieją się ze mnie, że przez łzy idę do przodu nie obracając się za siebie - i chyba coś w tym jest...

Życie mam jedno i nie chce z niczego rezygnować. Studia, nauka, kultura, ludzie, rozwój osobisty-to jest mój wybór.

To jest moje życie.

moja Wolność i moja Klatka.

Komentarze (9)
Zapach zamiast Smaku

Uczucia i ludzkie podejście do nich (moim zdaniem) można przyrównać do zmysłów...


-Miło słucha się komplementów i pięknych historyjek o miłości, nawet nieprawdziwej.

-Dla każdej żyjącej istoty dotyk jest bardzo ważny - liczy się w nim takt połączony z odwagą.

-Wzrok odkrywa powierzchowną stronę - oczywiście ważna jest jakaś tam estetyka, ale nie jest to czynnik decydujący.

-Smak pozwala w pełni poczuć to, co zachwyca nas lub odrzuca.

-Zmysł węchu pozwala nam poczuć woń - przyjemną lub drażliwą dla naszego nosa.


I prawda jest taka, że każdy z nas inaczej przeżywa i odbiera miłość...


Jednym wystarczy słuchać, jak bardzo są kochani lub opowiadać o wielkich romansach...

Inni uciekają głównie do pożądania, gdzie bliskość drugiego ciała i dotyk partnera jest najważniejszy.

Jeszcze inni pocieszają się romantycznymi i erotycznymi filmami - by choć na chwilę wcielić się w ulubionego bohatera. Wzrok pomaga im przenieść się w krainę marzeń o miłości.

Niektórzy smakują miłość w pełnej okazałości - czując każdą cząstką siebie, że osoba obok nich to ich przyjaciel i kochanek, że nawzajem za siebie są odpowiedzialni. Oboje pragną się wspierać i razem dzielić wszelkie troski i radości. Tacy ludzie czują, że są jedną duszą w dwóch ciałach - i im zazdroszczę najbardziej...

Ja należę jednak do ostatniej grupy ludzi. Do tych którzy czują piękny aromat miłości. Ciągle krążą wokół niej i zaciągają się jej zapachem. Niekiedy węch im nie wystarczy i... wtedy wszystko się kończy... albo zmieniają "zmysł" odczuwania miłości albo szukają nowego "zapachu"...

Tak jest w moim przypadku. Zawsze tylko "wącham" i nie umiem tego zmienić. Chyba czegoś się boję. Może zaangażowania. Może wspólnego jutra. Może tego, że nigdy tak naprawdę nie pokocham tej drugiej osoby, a może, że to ona nie pokocha mnie.

Chciałabym wreszcie poczuć smak, zamiast wąchać i zastanawiać się co by było gdyby...

Chciałabym tak po prostu pokochać...

Komentarze (1)
....

Bardzo dawno mnie tu nie było... A jeszcze dawniej był mój ostatni wpis.

Trochę brakuje mi tego...

Brakuje mi miejsca na moje niewypowiedziane myśli, dzielenia się moimi rozterkami i radościami. Brakuje mi ludzi, przy których mogłam być sobą i mówić zawsze to, co myślę. Brakuje mi mądrych rad i tekstów, śmiesznych historyjek, opowiadań mówiących o duszach autorów...

Teraz moje życie nabrało dużego tępa - nieraz myślę, że biegnę za nim i wciąż nie mogę go dogonić...

Często próbuję oderwać się od rzeczywistości, która czasem mnie przytłacza, czasem zachwyca, a czasem po prostu jest - bez zbędnych uczuć i emocji...


Mam nadzieję, że poprawię się  i częściej będę tu zaglądać :)
Z pozdrowieniami dla Wszystkich przesyłam link do piosenki, która ostatni chodzi mi po głowie ;)
http://www.youtube.com/watch?v=7TVubx3fcZA&feature=player_embedded

Komentarze (0)
Białogóra:)

No i wróciłam z Białogóry :)

W tym roku opiekowałam się gromadką dzieci z kaszub :) I przyznaję, że miałam przeurocze osoby w drużynie ;) W mojej grupie był dosyć szeroki przedział wiekowy (7-15 lat), ale to nie przeszkodziło nam dobrze się bawić podczas gier integracyjnych ;) Co prawda czasem miałam wrażenie, że za bardzo się z nimi spoufaliłam, ale naprawdę bardzo polubiłam moją gromadkę ;) I myślę, że ze wzajemnością-o czym świadczy np fakt, że razem jedliśmy posiłki i nawet jak oni już zjedli, a ja nie- to czekali na mnie aż ja zjem;) A ja jem baaaardzo powooooli i często jako ostatni wychodziliśmy ze stołówki ;)

Program dla uczestników był bogaty i jak co roku miałam okazję zagrać kilka ciekawych postaci ;)W tym roku wcieliłam się w księżniczkę poniewieraną przez złą macochę;) w Babę Jagę, która miała zagadki potrzebne do odnalezienia skarbu i oczywiście nie oddawała ich za darmo ;) w wariatkę prowadzącą pokaz mody czy w siostrę zakonną w lateksie, która wiązała węzłem małżeńskim pary obozowe ;P Heh było świetnie! ;)


Niestety to pewnie ostatnia Białogóra. Znaczy nastąpiły zmiany w Hufcu i pewnie nie będzie komu zorganizować obozu za rok-bo kto w tych czasach robi coś dla innych i w dodatku za darmo... Smutna rzeczywistość...

A wracając do mojej drużyny... A co tam ;) pochwalę się nią ;) Oto ona :D


Białogóra 2010r. - drużyna IV

Dla pewności dodam, że w czerwonej koszulce na środku siedzi drużynowa-czyli ja ;P


Pogoda nam dopisała :) I mimo drobnych problemów technicznych myślę, że wszyscy będziemy dobrze wspominać ten obóz ;)

 

[Na koniec ulubiona rozmówka mojej drużyny:) ]

-No to by się zgadzało.

-Właściwie to tak.

-Nie może być...

-A jednak! :D


 

A teraz szykuję się na woodstock :D

 

Pozdrawiam;)

Komentarze (0)
Przerwa od codzienności...

Czasami trzeba oderwać się od codzienności :)

Sesja zakończona czas na wakacje ;)

Jutro wyjeżdżam do Białogóry na obóz organizowany przez ZHP Milicz :) Po raz kolejny jadę jako wychowawca :) I mimo, że wiem ile pracy mnie czeka, to cieszę się bardzo, że jadę nad morze:)

Planuję w tym roku jeszcze pojechać na Woodstock-trzeci w moim życiu ;) Koncertowy klimat jak najbardziej mi odpowiada ;D

A końcówkę sierpnia spędzę na wycieczce:) Pojadę do Włoch :D 7 dni zaplanowane co do minuty na zwiedzanie ;)

No to się pochwaliłam ;P

Teraz uciekam:) Życzę jak najwięcej miłych chwil :) Do następnego razu ;)

Komentarze (3)
Polska! Biało-Czerwoni! :D

Polska!!! Biało-Czerwoni!!!


To i wiele innych przyśpiewek sportowych śpiewałam [może i krzyczałam ;P] razem z kibicami w Hali Stulecia we Wrocławiu.

Wczoraj odbył się tam mecz siatkówki męskiej: Polska -Argentyna :)

Miło było patrzeć jak Nasi wygrywają (3:1) ;)

Przyznaję, że emocje były ogromne :D Oglądać na żywo takie wydarzenie, to naprawdę wielkie przeżycie ;D Czuje się ten klimat sportowy :) I zdenerwowanie: "uda mu się czy nie uda?" ;P  Jedność kibiców i ciarki na plecach z każdym zdobytym punktem ;P

A spotkanie z siatkarzami! Ich  zwyczajność i niezwyczajność naraz-niesamowici ludzie ;) No i wygrywają dla Nas więc jak tu ich nie doceniać? ;D

Polecam wszystkim!!!

To wszystko trzeba przeżyć-słowa to za mało, żeby TO opisać!!! ;)



Na koniec pieśń o małym rycerzu, którą tradycyjnie wszyscy odśpiewaliśmy ;)


www.youtube.com/watch

 

Komentarze (1)
Nadzieja. Krew. Turandot. A imię Jego to: Miłość!

Nadzieja, krew, Turandot- to odpowiedzi na arcy trudne zagadki pięknej i okrutnej księżniczki Turandot.

Byłam wczoraj na operze: TURANDOT. Kupiłam dwa bilety. Miałam iść z Panem M.... ale poszłam sama. Chciałam zrobić mu niespodziankę[ale nie zdążyłam] i przekonać Go, że opera to piękne wydarzenie. I tak było też wczoraj... 

Stadion Olimpijski, ogromna scena, barwne widowisko, przecudowny śpiew, wspaniały taniec i ... komary! Przeszkadzały trochę, ale nie przysłoniły wspaniałości wczorajszego spektaklu operowego:)

Mimo, że humor miałam jaki miałam, cieszę się, że poszłam. Ta opera jest tego warta! Chociaż nie ukrywam, że tematyka miłosna i wielka przemiana księżniczki, podsuwała mi różne myśli...

W końcu Miłość, to odpowiedź na końcową zagadkę Kalafa-mężczyzny, który chciał rozgrzać lodowate serce dumnej księżniczki Turandot.

Operę polecam całym sercem i całą duszą :)

Na koniec przytoczę tylko fragment rozmowy Turandot i Kalafa. Fragment, który zapadł mi w pamięci:

"Cudzoziemcze, czy nie wiesz, że zagadki są trzy, ale śmierć jest jedna?
- Nie, księżniczko, zagadki są trzy, a jedno - życie! "

... życie jest jedno ...

 

Komentarze (3)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
Najnowsze wpisy
2011-11-07 23:43 Czy nie można już nikomu zaufać?
2011-04-03 22:52 Po prostu żyć - tak niewiele, a jednak...
2011-03-22 02:22 Wpadłam w oczko!
2011-03-17 07:52 moja Wolność i moja Klatka
2011-03-12 16:47 Zapach zamiast Smaku
Najnowsze komentarze
2011-11-08 15:24
willow81:
Czy nie można już nikomu zaufać?
booo.... to prawda, że Twoje koleżanki przekroczyły granicę... I to prawda, że nie powinny[...]
2011-07-14 15:56
HISZPAN11111952:
Ważne życie-ważna śmierć...
"Brak ręki realnej, dobra i ta wirtualna" To mówi samo przez się. Jesteśmy kierowania a nasza[...]
2011-03-23 00:18
booo:
Wpadłam w oczko!
Pięknie dziękuję za życzenia! ;) Pozdrawiam i ściskam każdą z osobna i wszystkie na raz ;) :*[...]